Pellet - w Polsce brakuje tego materiału grzewczego. Fot. RJ
Długa kolejka ustawiła się dziś po pellet w jednym z kutnowskich składów budowlanych. Ten ekologiczny materiał, służący do ogrzewania domów, cieszy się popularnością od około 15 lat. Pellet drzewny ma wiele zalet: piece nim zasilane produkują bardzo małe ilości popiołu, a usuwa się go co dwa, trzy tygodnie; do zasobnika – w zależności od temperatur zewnętrznych – dosypuje się go zwykle co kilka dni, kotłownie pozostają czyste, a sam pellet jest odnawialnym źródłem energii, powstającym z drewnianych trocin.
Pierwsi klienci pojawili się w kutnowskim składzie już po ósmej rano. Przychodzili także w piątek, jednak dostawa się opóźniła. Osoby, które były wtedy na miejscu, zapisały się na listę, zostawiając numer telefonu. Chętnych było tak wielu, że sklep wprowadził reglamentację – jedna osoba mogła kupić maksymalnie 15 worków pelletu (jeden worek ma 15 kg). Klienci wykazali zrozumienie dla reglamentacji: pelletu brakuje, jest droższy, a zapotrzebowanie ogromne. Sprzedaż rozpoczęła się około godziny 11.00 i potrwała niespełna dwie godziny. W tym czasie kilkudziesięciu klientów wykupiło cały dostępny towar.
W innych punktach sprzedaży w Kutnie sytuacja wygląda podobnie. Ostatnio jednemu ze sprzedawców dostarczono trzy palety tego towaru – rozeszły się w trzy godziny. Tam również obowiązywały limity – po 20 worków na osobę.
W ostatnich tygodniach w całej Polsce obserwujemy poważny kryzys na rynku pelletu opałowego – surowca, który jeszcze niedawno uchodził za stosunkowo tani i ekologiczny wybór dla gospodarstw domowych ogrzewających domy biomasą. Z początkiem sezonu grzewczego 2025/2026 popyt na pellet gwałtownie wzrósł, a ograniczona podaż doprowadziła do drastycznych wzrostów cen i problemów z dostępnością. Część odbiorców musi czekać na dostawy tygodniami.
Jesienią 2025 r. tona pelletu klasy A1 kosztowała średnio ok. 1,3–1,6 tys. zł. Tymczasem w styczniu i lutym 2026 r. ceny przekraczały już 2 100–2 500 zł za tonę, a w niektórych ofertach detalicznych i internetowych sięgały nawet 3 000–4 000 zł.
Eksperci wskazują na wielowymiarowy charakter kryzysu. Po pierwsze, surowa zima ograniczyła wydajność linii produkcyjnych nawet o kilkadziesiąt procent, a niektóre zakłady czasowo zmniejszyły produkcję. To drastycznie obniżyło podaż w momencie gwałtownego wzrostu popytu.
Po drugie, Polska zmaga się ze strukturalnym niedoborem biomasy drzewnej – krajowa produkcja pelletu jest mniejsza niż zapotrzebowanie rynku, co wymusza import. To dodatkowo podbija ceny, uzależniając je od globalnych trendów i kosztów transportu.
Wzrost cen potwierdzają również dane rynkowe: od jesieni 2025 r. do początku 2026 r. pellet podrożał o ponad 60%. Ministerstwa oraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów monitorują sytuację, sprawdzając, czy gwałtowne podwyżki nie wynikają z nadużyć rynkowych, choć kluczową rolę odgrywają obecnie czynniki popytowo-podażowe.
Pellet, który jeszcze niedawno był ekonomiczną alternatywą dla innych paliw, dziś stał się towarem deficytowym i kosztownym, istotnie obciążając budżety gospodarstw domowych korzystających z kotłów na biomasę.
No cóż – byle do wiosny.
(rj)
