2026-07-18
IMG_4578

Laas Geel w Somalilandzie to jedno z najcenniejszych stanowisk archeologicznych w Afryce, słynące z doskonale zachowanych prehistorycznych malowideł naskalnych sprzed kilku tysięcy lat. Odkryte w 2002 roku skalne schroniska kryją wyjątkowe przedstawienia ludzi i zwierząt, uznawane za jedne z najlepiej zachowanych na całym kontynencie. Fot. Darek Świerczyński

Po długiej podróży po Afryce Dariusz Świerczyński wrócił do Polski. Podróżnik z Kutna przyleciał samolotem z Etiopii, zamykając jedną z najbardziej wymagających ekspedycji w swoim życiu. Za nim ponad 30 miesięcy spędzonych na afrykańskich drogach, dziesiątki tysięcy kilometrów, ponad 30 odwiedzonych państw oraz niezliczone przygody, które na długo pozostaną w jego pamięci. Afrykańską podróż podzielił na kilka etapów, ostatni z nich trwał siedem miesięcy.

Swoją podróż rozpoczął w Maroku, następnie przemierzył Saharę Zachodnią i odwiedził kolejne kraje zachodniej, środkowej, południowej i wschodniej Afryki. Na jego trasie znalazły się między innymi: Mauretania, Senegal, Gambia, Sierra Leone, Wybrzeże Kości Słoniowej, Gwinea, Gwinea Bissau, Liberia, Burkina Faso, Benin, Nigeria, Kamerun, Togo, Kongo, Demokratyczna Republika Konga, Angola, Namibia, Republika Południowej Afryki, Lesotho, Eswatini (dawny Suazi), Malawi, Mozambik, Tanzania, Uganda, Rwanda, Burundi, Kenia, Sudan Południowy, Etiopia i Somaliland. W trakcie tej wyprawy odwiedził swój 145 kraj na świecie.

Afrykę przemierzał własnym kamperem. To dawało mu swobodę, ale jednocześnie oznaczało nieustanną walkę z awariami. W wielu miejscach zdobycie części zamiennych graniczyło z cudem, a często musiał sprowadzać je z Europy. Na dostawę trzeba było czekać tygodniami. Naprawy wykonywano w prowizorycznych warsztatach, na szczęście trafił na życzliwych i pomocnych mechaników, którzy oprócz reperacji pomagali mu w codziennych sprawach, można powiedzieć, że po bratersku. Jak podkreśla, właśnie dzięki tym typowym, podróżniczym problemom poznawał prawdziwe oblicze kontynentu i jego mieszkańców.

Nie zabrakło także dramatycznych wydarzeń. Był m.in. napadnięty, pobity, okradziony i zatrzymany przez policję. Cudzoziemiec w wielu afrykańskich krajach wzbudza nieufność, ale wielu ludzi jest też przyjaznych. Ograniczeniem w podróży są też konflikty wojenne, wojny domowe i problemy wizowe. Pewnych granic państwowych po prostu nie da się przekroczyć.

Afryka jest trudna. To nie jest kontynent dla białych ludzi podróżujących własnym samochodem. Każdy kraj jest zupełnie inny, a właśnie takie wyprawy lubię najbardziej – mówi podróżnik.

Przez cały czas relacjonował swoją wyprawę w mediach społecznościowych. Tysiące internautów śledziło kolejne etapy podróży, kibicując mu i wspierając dobrym słowem. Codzienne powitanie w języku suahili słowami „karibu, karibu” stało się rytuałem dla wielu internautów. Sam podróżnik wielokrotnie przyznawał, że wiadomości od obserwatorów dodawały mu sił w najtrudniejszych momentach.

Po ponad 30 miesiącach drogi i pokonaniu tysięcy kilometrów zdecydował się zakończyć wyjątkową przygodę, a właściwie jej kolejny – trwający siedem miesięcy – etap. Z Etiopii wrócił do Polski samolotem (to trzeci przelot powrotny w trakcie całej wyprawy), a jego kamper pozostanie jeszcze na kontynencie afrykańskim do czasu rozwiązania kwestii transportu, gdyż ograniczeniem jest wojna w Sudanie oraz Jemenie. Wykupienie biletu promowego na Półwysep Arabski – mimo wielu miesięcy starań – okazało się niemożliwe. W rozmowie z „PŻK” Darek Świerczyński mówi: – Teraz muszę przede wszystkim odpocząć, ale… jest jeszcze wiele miejsc do odwiedzenia.

Rafał Jóźwiak

Podróżnik z Kutna na równiku. Fot. Darek Świerczyński