2026-07-18
IMG_2973

Stary Rynek, dzisiejszy Plac Wolności, był przed 85 laty świadkiem publicznej egzekucji trzech konspiratorów. Fot. RJ

Przyzwoici w nieludzkich czasach

Wojenna historia bywa bezlitosna nie tylko dla tych, którzy jej doświadczyli, ale także dla pamięci o nich. Czasem mija kilkadziesiąt lat, zanim uda się naprawić krzywdę wyrządzoną nie tylko człowiekowi, lecz także prawdzie. Tak jest w przypadku kutnowskich kolejarzy: Piotra Sanda, Wilhelma Czarneckiego i Kaliksta Perkowskiego – członków konspiracji, którzy w czasie niemieckiej okupacji pomagali dostarczać żywność do głodującej Warszawy i zostali za to zamordowani w publicznej egzekucji w Kutnie 9 czerwca 1941 roku.

Warto przypomnieć, że po zajęciu Polski Niemcy wprowadzili w Warszawie i Generalnej Guberni szczególnie surowy system reglamentacji żywności. Oficjalnie miał on zapewnić sprawiedliwy podział produktów, w rzeczywistości jednak stał się jednym z narzędzi wyniszczania ludności cywilnej. Mieszkańcy stolicy mogli kupować podstawowe artykuły wyłącznie na kartki, a przydziały były skrajnie niewystarczające. Polacy otrzymywali racje żywnościowe pozwalające jedynie na biologiczne przetrwanie. Brakowało chleba, mięsa, tłuszczów, cukru i mleka. W tym samym czasie Niemcy mieszkający na terenach okupowanych korzystali z wielokrotnie wyższych przydziałów. Znaczną część żywności pozyskiwanej na ziemiach polskich przeznaczano dla armii niemieckiej oraz ludności Rzeszy. Szczególnie tragiczna była sytuacja ludności żydowskiej zamkniętej w getcie warszawskim. Oficjalne racje były tam tak niskie, że głód stał się codziennością i przyczyną śmierci dziesiątek tysięcy ludzi. Wobec niedoborów żywności wielu mieszkańców Warszawy ratowało się pomocą rodzin ze wsi, przemytem oraz handlem na czarnym rynku. Niemieckie władze zwalczały takie działania, grożąc wysokimi karami. Mimo to nielegalny handel stał się dla wielu rodzin jedyną szansą na przetrwanie. Polityka żywnościowa okupanta była elementem szerszego planu podporządkowania i osłabienia podbitego społeczeństwa.

Dzisiaj może wydawać się oczywiste, że kutnowscy konspiratorzy ryzykujący własnym życiem byli bohaterami. Jednak przez lata nad ich losem ciążył cień absurdalnego rozumowania, według którego wyrok wydany przez okupanta miał być rzekomo zgodny z prawem. W 1971 roku sąd Republiki Federalnej Niemiec uznał, że trzej kutnowscy kolejarze straceni 9 czerwca 1941 roku zostali zabici zgodnie z obowiązującym wówczas prawem III Rzeszy. Ciekawie i szczegółowo pisze o tym Bożena Gajewska („PŻK” nr 11 (669) z 10 czerwca 2026 r.).

Problem polega na tym, że Polacy nigdy o takie „prawo” nie prosili. Nie wybierali niemieckich władz, nie uznawali ich zwierzchnictwa i nie zapraszali Wehrmachtu ani gestapo do swojego kraju. Polska została napadnięta, podbita i okupowana. Niemcy narzucili własne przepisy siłą, a za najdrobniejsze przejawy oporu groziły więzienie, obóz koncentracyjny lub śmierć.

Jeżeli więc ktoś ryzykował życie, aby dostarczyć żywność mieszkańcom głodującej Warszawy, nie był przestępcą. Był człowiekiem, który zachował przyzwoitość w nieludzkich czasach. Ocenianie takich działań wyłącznie przez pryzmat okupacyjnych przepisów prowadzi do niebezpiecznej pułapki – to patrzenie na historię oczami kata, a nie ofiary.

Nie można bowiem przyznawać racji funkcjonariuszom gestapo tylko dlatego, że działali zgodnie z ustanowionym przez siebie systemem prawnym. W przeciwnym razie należałoby uznać, że wszyscy konspiratorzy, kurierzy, członkowie podziemia czy osoby ukrywające Żydów byli winni, bo łamali niemieckie zarządzenia. Taka logika prowadziłaby do moralnego absurdu.

Dlatego cieszy fakt, że po 85 latach zaopatrzeniowcy Warszawy zrzeszeni w Związku Walki Zbrojnej mają odzyskać dobre imię. To nie jest jedynie gest symboliczny. To przywrócenie właściwych proporcji między dobrem a złem, między odwagą a terrorem. To przypomnienie, że nie każda litera prawa jest sprawiedliwa, zwłaszcza gdy pisze ją okupant.

Planowana tablica na Placu Wolności będzie czymś więcej niż pamiątką. Będzie świadectwem, że pamięć potrafi zwyciężyć nad fałszywymi ocenami i że nawet po wielu dekadach można oddać sprawiedliwość tym, którzy stanęli po właściwej stronie historii.

Rafał Jóźwiak
Redaktor Naczelny „PŻK