Miasto Kutno zamieszkuje poniżej 40 tys. osób. Fot. RJ "PŻK"
Jeszcze kilkanaście lat temu przekroczenie granicy 40 tysięcy mieszkańców wydawało się dla Kutna odległym scenariuszem. Dziś to już fakt. Z najnowszego raportu Urzędu Miasta dotyczącego konsultacji społecznych w sprawie nocnej sprzedaży alkoholu wynika, że na koniec kwietnia 2026 roku w Kutnie mieszkało 39 810 osób. To liczba szczególnie symboliczna, bo oznacza zejście miasta poniżej psychologicznej granicy 40 tysięcy mieszkańców. Oznacza to, że w miejskich dokumentach Kutno funkcjonuje już jako miasto niespełna czterdziestotysięczne.
Skala zmiany jest duża. Według danych GUS, przywoływanych m.in. w Banku Danych Lokalnych, jednostka „Kutno — gmina miejska” ma dostępne dane demograficzne od 1995 roku, a w statystykach za 2024 rok miasto liczyło 40 484 mieszkańców. To oznacza, że tylko między końcem 2024 roku a wiosną 2026 roku liczba mieszkańców spadła o około 674 osoby. Serwis Polska w Liczbach, oparty na danych GUS, podaje też, że w latach 2002–2024 liczba mieszkańców Kutna zmalała aż o 16,8 proc.
Kutno kiedyś i dziś
Porównanie obecnego stanu z poprzednimi dekadami pokazuje, że nie jest to jednorazowe wahnięcie, lecz długotrwały trend demograficzny. Na przełomie lat 1995/1996 w Kutnie mieszkało ok.51 tys. osób. W 2006 roku było to 47 557 mieszkańców, a w 2016 roku – 44-45 tys. Dziś, na przełomie kwietnia i maja 2026 roku w Kutnie żyje 39 810 mieszkańców.
Oznacza to, że w ciągu około trzech dekad Kutno straciło mniej więcej jedną piątą mieszkańców. W praktyce z mapy demograficznej miasta „zniknęła” populacja porównywalna z dużym osiedlem albo małym miasteczkiem.
Dlaczego Kutno traci mieszkańców?
Przyczyn spadku liczby ludności jest kilka i nakładają się one na siebie.
Po pierwsze, Kutno dotyka ten sam problem, z którym mierzy się wiele średnich miast w Polsce: ujemny przyrost naturalny. Rodzi się mniej dzieci, niż umiera mieszkańców. Społeczeństwo starzeje się, a coraz większy udział w strukturze ludności mają osoby w wieku poprodukcyjnym. To zjawisko szczególnie widoczne w województwie łódzkim, które od lat należy do regionów o trudnej sytuacji demograficznej.
Po drugie, odbywa się migracja młodych ludzi. Młodzież wyjeżdża na studia do większych ośrodków — przede wszystkim do Łodzi, Warszawy, Poznania czy Torunia — i często już nie wraca. Decydują o tym praca, zarobki, oferta mieszkaniowa, styl życia, dostęp do uczelni, kultury i usług. Kutno ma dobre położenie komunikacyjne i rozwiniętą strefę przemysłową, ale dla wielu młodych ludzi większe miasta wciąż oferują szersze możliwości kariery.
Po trzecie, część mieszkańców nie znika z regionu, lecz wyprowadza się poza granice administracyjne miasta. To zjawisko suburbanizacji. Rodziny budują domy w gminie wiejskiej Kutno albo w sąsiednich miejscowościach, nadal pracują, uczą się i robią zakupy w Kutnie, ale statystycznie przestają być mieszkańcami miasta. W efekcie samo miasto traci ludność, choć jego codzienny obszar oddziaływania pozostaje większy niż wynikałoby to z meldunków.
Po czwarte, na obecny stan wpływa dziedzictwo transformacji gospodarczej. Kutno było przez lata ośrodkiem przemysłowym, m.in. z zakładami elektronicznymi i maszynowymi. Po 1989 roku część dawnego przemysłu straciła znaczenie, a rynek pracy przeszedł głęboką zmianę. Dziś miasto ma strefę ekonomiczną i nowych inwestorów, ale demograficzne skutki wcześniejszych dekad — wyjazdów, spadku dzietności i „starzenia się” mieszkańców — są nadal widoczne.
Granica 40 tysięcy ma znaczenie
Spadek poniżej 40 tysięcy mieszkańców nie jest tylko statystyczną ciekawostką. To sygnał ostrzegawczy dla samorządu, rynku pracy, szkół, komunikacji miejskiej, handlu i usług publicznych. Mniej mieszkańców to mniejsza baza podatkowa, mniej dzieci w szkołach, większe obciążenie systemu opieki społecznej i zdrowotnej oraz rosnące znaczenie polityki senioralnej.
Jednocześnie nie oznacza to, że Kutno jest miastem bez przyszłości. Przeciwnie — jego położenie w centrum Polski, węzeł kolejowy, bliskość autostrady A1 i strefa przemysłowa są atutami, których wiele miast podobnej wielkości nie ma. Problem polega jednak na tym, że rozwój gospodarczy nie zawsze automatycznie przekłada się na wzrost liczby mieszkańców. Jeśli ludzie pracują w Kutnie, ale mieszkają poza miastem, statystyka ludności nadal będzie spadać.
Co może zatrzymać odpływ?
Eksperci od demografii zwykle wskazują kilka kierunków działania: dostępne mieszkania, dobra komunikacja publiczna, żłobki i przedszkola, atrakcyjne szkoły, miejsca pracy dla specjalistów, oferta kulturalna i rekreacyjna oraz polityka przyciągania młodych rodzin. W przypadku Kutna szczególnie ważne może być także powiązanie rozwoju gospodarczego z polityką mieszkaniową. Samo tworzenie miejsc pracy nie wystarczy, jeśli pracownicy będą wybierać życie w okolicznych gminach albo w większych miastach.
Dziś musi odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zatrzymać ludzi — i jak przekonać nowych, że warto tu mieszkać, a nie tylko pracować.
Redakcja „PŻK”
