Tłusty czwartek tuż, tuż...
Jutro tłusty czwartek! To jedno z najbardziej lubianych i najsmaczniejszych świąt w polskim kalendarzu. Przypada w ostatni czwartek przed Wielkim Postem i symbolicznie otwiera ostatnie dni karnawału. To moment, w którym tradycja pozwala – a wręcz zachęca – do kulinarnej rozpusty, bez wyrzutów sumienia i bez liczenia kalorii.
Zwyczaj obchodzenia tłustego czwartku sięga czasów staropolskich, a nawet pogańskich. Dawniej był to dzień pożegnania zimy i powitania nadchodzącej wiosny, czemu towarzyszyły obfite uczty. Jadano wówczas tłuste mięsa, popijano je alkoholem, a słodkie wypieki – choć różniły się od dzisiejszych – również miały swoje miejsce na stołach.
Z czasem tradycja ta została włączona do kalendarza chrześcijańskiego i stała się ostatnią okazją do ucztowania przed okresem Wielkiego Postu, który wiąże się z wyrzeczeniem i wstrzemięźliwością.
Współcześnie tłusty czwartek nieodłącznie kojarzy się z pączkami. Te klasyczne, z różą i lukrem, ale także z nadzieniem budyniowym, czekoladowym czy adwokatem, znikają ze sklepowych półek w zawrotnym tempie. Popularne są również faworki, zwane chrustem – kruche, delikatne i obsypane cukrem pudrem.
Zgodnie z dawnym przesądem, kto w tłusty czwartek nie zje choć jednego pączka, temu nie będzie się wiodło przez cały rok. Nic więc dziwnego, że nawet osoby na co dzień dbające o dietę tego dnia robią wyjątek. W biurach, szkołach i domach królują pudełka z pączkami, którymi chętnie dzielimy się z innymi. Przed cukierniami ustawiają się długie kolejki, a media społecznościowe wypełniają się zdjęciami słodkości.
Choć forma świętowania zmieniła się na przestrzeni lat, jego sens pozostał ten sam – to chwila radości, wspólnoty i przyjemności, która na moment pozwala zapomnieć o codziennych obowiązkach. (red.)
